Pokłady optymizmu wprost z Okrętu Dobrej Myśli wam przesyłam. Dodajcie kroplę do jesiennej melancholii, coby nie stężała w zachmurzonych czołach.
Gdańsk Miastem Magicznym, zaiste, Maziak miał rację. W mojej głowie wirują wciąż jeszcze brukowane uliczki, zabytkowe kościoły, okna w pochyłym dachu Akademii (do których otwierania wzywana byłam regularnie, jako istota obdarzona słusznym wzrostem), wieczory w naszym pokoju pełnym ludzi, duże stężenie takich ludzi, których normalnie szukam ze świecą. I Długa, Długa oczywiście, pełna uśmiechniętych Japończyków, Długa kolorowa od straganów, mimów i kolegów po fachu, którzy przycupnąwszy w Zielonej Bramie wygrywali cuda na akordeonach. Pani Prof i Pan Prof. Wiecznie celne uwagi zapisywane w niebieskim zeszycie. Tak zapamiętam to miasto, i przypomnę je sobie, kiedy skończy mi się energia i chęć, czyli pewnie pod koniec października. Wtedy wyciągnę sobie Gdańsk, nakręcę i włączę, żeby jeszcze działał, żeby jeszcze promieniował tym optymizmem, który wam dzisiaj przesyłam, wciąż świeży.