A to już miesiąc równo mija, odkąd pisałam, i wypada wspomnieć o tym, że w przesądy nie wierzyłam nigdy, chyba tylko w te szczęśliwe. Widząc wygięty grzbiet czarnego kota troszczę się tylko o to, czy nie przejedzie go następny samochód, zawsze dziekuję za „powodzenia” przed egzaminem, w fatum wierząc mniej niż w kulturę, za to kiedy patrzę na zegar i widzę kolejno 17:17, 19:19, 20:20, to od razu wiem, że myśli o mnie chmurowłosy anioł. Nie da się ukryć, że myślenia te różne przeplatają się z moim myśleniem często i gęsto, i tworzą splot myśleń o różnych kolorach. I tęczowy mamy styczeń, kiedy splatają się dwie ręce w rękawiczkach. Ciepło.