Rzut oka wystarczył.
Blond włosy chowane właśnie pod czapką lotniczką, orli nos. Wysoki chłopak wyskoczył z autobusu i skręcił w lewo.
A ja?
Ja powinnam przejść przez ulicę, jak zwykle ostrożnie, w niedozwolonym miejscu, i kierować się w stronę skrótowego depataku, w stronę domu. Tymczasem, jak praworządny obywatel, poszłam także w lewo, na przejście, z niejasnym przekonaniem, że on pójdzie również.
Dotarł tam szybciej niż ja, oddzieliły nas dwa samochody,i poszedł przed siebie.
„Po cholerę wracam okrężną drogą?” moje bardziej cynieczne ja zadało pytanie, na które nie odpowiedziałam, urzeczona wpartując się w energiczną postać, która w tym samym momencie wskoczyła na hydrant, odbiła się od niego i ruszyła dalej. Postanowiłam wziąć się w garść, i skręciłam na swoją ulice, oglądając się jednak kilkakrotnie.

***
Paranoja? Symptom sfiksowanej starej panny?
Nie wiem. To był impuls, to było wrażenie.

Dalej sprawę powierzam przypadkowi.